Po spektakularnych wzrostach z pierwszej połowy ubiegłego roku, kurs Cormaya (CRM) znajduje się w trendzie bocznym. Okresy płytszych i głębszych korekt przeplatają się z okresami dynamicznych wzrostów, w czasie których kurs akcji forsuje silny opór w rejonie 17-18 zł (ostatnio na początku lutego, wcześniej w grudniu i listopadzie). Rekordowa cena - 19,27 zł - została osiągnięta w maju 2011, w dzień po publikacji ważnej informacji o rewolucyjnym wynalazku i natychmiast przyszła korekta. Od tamtej pory papier wyraźnie utracił techniczną siłę. Pisałem o tym swego czasu jako o przykładzie braku przejrzystości i możliwych nadużyć na naszym rynku (Cormay - dzień z życia polskiej giełdowej dżungli).
![]() |
Cormay. Czyżby chwila oddechu po miesięcznej fali spadków? |
Abstrahując od tamtego przypadku, można domniemywać, że obecna słabość Cormaya to efekt realizacji zysków przez część inwestorów, którzy kupowali akcje na znacząco niższych poziomach cenowych, kiedy spółka nie była jeszcze gwiazdą mediów i analityków. Z jednej strony – papier jest więc ewidentnie dystrybuowany, a każdy atak na górne ograniczenie kanału skutkuje kontratakiem podaży; ponadto wyniki czwartego kwartału rozczarowały rynek, a informacyjna flauta wystawia na próbę cierpliwość części inwestorów.
Z drugiej jednak strony – spółka ciągle uznawana jest za perspektywiczną i niedocenianą (wycena 22,50 wg DM BZWBK), mającą świetlane perspektywy korzyści płynących z przejęć (Innovation Enterprise oraz amerykańska firma, znajdująca się dopiero na celowniku) i ze sprzedaży własnego, innowacyjnego analizatora krwi. Ponadto Cormay stanowi dość unikalne połączenie defensywnej branży z innowacyjnym charakterem, który daje szanse na bardzo atrakcyjne stopy zwrotu. W konsekwencji każde silniejsze spadki stanowią okazję do akumulacji interesującego papieru i tym samym prowokują byki do ataku.