niedziela, 8 maja 2011

Czarny tydzień srebra - uciekać czy kupować?

W minionym tygodniu rynek surowców zaliczył solidną korektę. Medialnym liderem spadków było srebro, którego przecena sięgnęła 30% i dynamiką przyćmiła niedawne, spektakularne wzrosty. Czyżbyśmy obserwowali koniec surowcowej hossy? A może to doskonała okazja do zakupów?


Tego oczywiście nikt nie wie, ale wydaje się, że przyszłość przyniesie jednak dalszy wzrost cen surowców. Tak przynajmniej twierdzi Adrian Day, autor wydanej w ubiegłym roku książki "Investing in Resources" (znajdziesz ją np. tutaj).


Day twierdzi, że inwestorzy stoją dziś przed szansą, jaka może nie powtórzyć się już za ich życia. Rozwój Chin, Indii i kilku innych rynków sprawi, że ich gospodarki wygenerują niebawem niewyobrażalny popyt na surowce. Rozmiary tych rynków sprawią zaś, że czekają nas bezprecedensowe zjawiska w światowej ekonomii. Rynek surowców jest bowiem ze swej natury mało elastyczny - ich zasoby są ograniczone a nowe złoża (których zresztą nie jest przecież nieskończenie wiele) są coraz trudniej dostępne i coraz droższe w eksploatacji. Miliardowe społeczeństwa, które zapragną pralek, telewizorów i samochodów, a potem także pełnych baków i terawatów energii, nie mogą nie doprowadzić do skokowych wzrostów cen towarów.


Investing in Resources. Adrian Day


Ostatni rok potwierdził wiele tez Daya. Miedziowa hossa, która daje zarobić polskim akcjonariuszom KGHM, ma przecież swoje korzenie w chińskiej gospodarce, zgłaszającej ogromny popyt na światową miedź i windującej jej ceny na historyczne szczyty. To samo zjawisko ma miejsce na wielu innych rynkach.


Sporo pisze Day także srebrze. Popyt na nie jest zdywersyfikowany. Z jednej strony metal ten posiada unikatowe właściwości, czyniące go niezbędnym w przemyśle; z drugiej - spore jest zapotrzebowanie ze strony branży jubilerskiej; ostatnio zaś stał się też ulubionym towarem inwestorów. Day dowodzi, że bogacące się społeczeństwa BRIC (i nie tylko) zwiększą zapotrzebowanie na srebro na wszystkich tych frontach, bo będzie im ono potrzebne zarówno do wyrobu wielu dóbr, jak i stanie się obiektem pożądania i inwestycją. Perspektywy wzrostów są - wg Daya - oszałamiające.


Żadne wzrosty nie odbywają się, oczywiście, bez korekt, więc i w tym przypadku nie należy spodziewać się nieprzerwanej, szaleńczej hossy. Tym bardziej, że bardzo wysokie ceny mogą skutecznie ostudzić popyt, doprowadzając do załamania niektórych gospodarek i dokonując tym samym swoistej autokorekty. Day twierdzi jednak, że surowce mają przed sobą wzrosty, o których nam się nie śniło, a każdy spadek należy traktować jako przejściowy i wykorzystywać do zakupów (przeczytaj "Jak inwestować w złoto i srebro na giełdzie?"). Ostrzega przed pokusą sprzedaży, gdy będzie już bardzo drogo - bo ma być jeszcze o wiele drożej!


Srebro (futures). Ostatni rok wzrostów i ostre nurkowanie. Co dalej?


W tym kontekście obecne spadki cen - nazywane przez wielu pęknięciem spekulacyjnej bańki - należałoby traktować jako zaproszenie do inwestycji. Czy Day ma rację? Tego dowiemy się dopiero po latach. Ale może warto posłuchać jego argumentów i zastanowić się, czy ten rzekomy krach, to aby nie niepowtarzalna okazja?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza